RZUTZA3.PL EUROPEJSKIE ROZGRYWKIEUROPEJSKA-MULTILIGA-NA-KORZYSC-POLSKI
Europejska multi-liga na korzyść Polski
16/10/2025 19:29
W środę 15 października swoje mecze w europejskich pucharach rozegrało 5 z 6 polskich zespołów. Bilans 3-2, teoretycznie satysfakcjonujący, pozostawia jednak niedosyt i poczucie, że 5-0 było w zasięgu.
Löwen Braunschweig–Aniwl Włocławek (98:97)

Anwil mógł ten mecz wygrać i boli to bardziej niż sama porażka.
Pierwsza połowa była wyrównana i opierała się na wymianie seriami punktów między drużynami. Niemcy prowadzili dłużej od Anwilu, ale ich najwyższa przewaga wynosiła tylko 6 punktów. Finalnie ostatnie punkty w połowie zdobył Isaiah Mucius(24 punkty w całym spotkaniu, po raz 3 najlepiej punktujący Anwilu) i włocławianie schodzili do szatni prowadząc jednym punktem przy wyniku 40:41. W 3 kwarcie Anwil poprawił obronę co pozwoliło mu na kontrolę wciąż jednak wyrównanej gry. Na początku ostatniej kwarty po wolnych Slaughtera i rzucie Persona po raz pierwszy przewaga wyniosła 10 punktów(57:67). Anwil z taką różnicą na swoją korzyść był w bardzo komfortowej sytuacji i wystarczyło by dowiózł to co już wypracował. Gospodarze zdobyli jednak 16 punktów z rzędu i włocławianie z pilnowania wyniku musieli go gonić. Przed klęską w regulaminowym czasie Anwil uratował A.J Slaughter trafiając trójkę na 3 sekundy do końca. Na dogrywkę Polski zespół nie wyszedł jednak odmieniony i wciąż bez sposobu na dotychczasowe błędy, a rzut ostatniej nadziei Fridrikssona został zablokowany.
Porażka z Braunschweigiem w znacznie mierze to powtórzenie błędów z meczu przeciwko Arce. Anwil nie ma problemu ze zdobywaniem punktów, tylko z powstrzymaniem przeciwników przed robieniem tego. Krytyka za to spada w głównej mierze na Grzegorza Kożana, Włocławek już zdążył się podzielić na nawołujących do zwolnienia trenera i tych mówiących, że jest zdecydowanie za wcześnie na takie decyzje. Faktem jednak jest, że Anwil ma konkretny problem do przepracowania i odpowiedzialność za to spoczywa na szkoleniowcu. A na co trener ma najmniejszy wpływ? Na rzuty wolne i na „powalającą” skuteczność 16/30, za którą Kożana w żaden sposób atakować nie można.
Start Lublin–KK Bosna (90:80)
Strategia ofensywna Startu – Tevin Mack(zawsze działa)
Lublinianie przystępowali do tego spotkania osłabieni, poszukiwania zawodnika na transfer medyczny za Treya Tennysona(kontuzja na 6 tygodni) wciąż trwają. Mniejsza rotacja nie przeszkodziła jednak Startowi w odniesieniu kontrolowanego zwycięstwa. Obie połowy były wyrównane, pierwsza, po początkowym prowadzeniu gospodarzy, była pod kontrolą gości z Sarajewa. Najwyższa przewaga przyjezdnych sięgnęła jednak tylko 5 punktów, więc nie można mówić tu o żadnej dominacji. Role odwróciły się w drugiej połowie, teraz to Start prowadził będąc kilka punktów przed rywalem. Ostatnia kwarta tylko potwierdziła to co działo się przez cały mecz, Gospodarze byli zespołem lepszym wygrywając 10 punktami w momencie gdy ich najwyższe prowadzenie wyniosło 11 oczek.
Obcokrajowcy w Starcie grali, grają i będą grać pierwsze skrzypce. Mack zdobył 27 punktów i znowu był najlepiej punktującym w zespole, po 18 punktów zdobyli Wright i Hawkins, Griffin zaliczył 11 oczek a Ford tylko jedno mniej, za to obaj zgromadzili 8 zbiórek. Polacy Lublinie? Pelczar Krasuski i Put po 2 punkty, każdy z nich oddał jeden rzut z gry co przekłada się na 5% wszystkich rzutów(3/61). Statystyka ta może i byłaby niepokojąca, gdyby kogoś dziwiła. Już w poprzednim sezonie Wojciech Kamiński pokazał swój pomysł na drużynę, z którego zdecydowanie się nie wycofał.
Śląsk Wrocław–U-BT-Cluj-Napoca (94:93)
Cała Europa w cieniu Śląska(albo inaczej na co komu PLK)
Pierwsza połowa we Wrocławiu zdecydowanie należała do Rumunów, którzy uciekli Śląskowi na 10 punktów już na początku spotkania. Nabrali jednak zbytniej pewności siebie i pozwolili na 8 punktową serię gospodarzy, dzięki czemu ich prowadzenie na koniec kwarty wynosiło tylko 2 oczka. Druga część meczu to jednak ofensywna niemoc Śląska i prawie 4 minuty bez punktów, w czasie których goście rzucili ich 13. Daron Russel może i nie trafiał z dystansu, ale pięknie rozdawał asysty, wymuszał wolne i napędzał ofensywę przyjezdnych, w połączeniu z rzutem za 3 Woodbury’ego(4/6) i skutecznością Creeka(8/11 z gry) tworzyło to siłę, której wrocławianie nie potrafili zatrzymać. Pomimo koślawego początku i najwyższego prowadzenia Cluj-Napoci(16 punktów) Śląsk przebił się ofensywnie w drugiej połowie. 32 punkty zdobyte w 3 kwarcie, seria 11-0 i przewaga rywali wynosząca tylko 3 oczka to scenariusz nie do pomyślenia na tamtej początku części gry. 4 kwarta była znacznie bardziej wyrównana i choć Śląsk prowadził 94-86 na dwie minuty do końca, zagrał podręcznikowo złą końcówkę. Pozwolił rywalom zdobyć 7 punktów, grał na czas bez większego pomysłu. Dwa przestrzelone wolne Sanona wzbudziły grozę we Wrocławiu, na szczęście dwie sekundy to tym razem za mało czasu na zdobycie punktów.
Śląsk wciąż ma swoje problemy, potrafi jednak wygrywać z mini mecze w EuroCupie. Nareszcie obudził się Stefan Dordević(19 punktów i 8 zbiórek,najwięcej w zespole), Kirkwood wrócił do punktowania( 15 punktów i 7 zbiórek), a Jakub Nizioł daje dużo w każdym elemencie gry(14 punktów, po 6 zbiórek i asyst). Śląsk znowu pokazał, że potrafi zagrać szybko i fizycznie, a jak tak gra to wygrywa mecze. Co natomiast może martwić, kulejące rozegranie gdy Gray prowadzi piłkę, lepiej to wygląda gdy zajmują się tym nie nominalni rozgrywający, Kirkwood i Sanon. Gra pod koszem dzięki Dordeviciovi nareszcie wyglądała dobrze, nic nie wskazuje jednak na to, by we Wrocławiu mogli sobie pozwolić na brak doświadczenia Colemana-Jonesa.
Trefl Sopot – Neftchi BC (92:63)
I tak proszę państwa wygląda gra na słabszego rywala.
Trefl ten mecz rozpoczął od serii 12-0 i potrzebował na to 2,5 minuty. Początek zdecydował o wyniku całej kwarty, którą sopocianie wygrali 13 punktami. Była ona punktowo wyrównana przez większość czasu, wystarczyło nie rozpoczynać od zapaści ofensywno-defensywnej. 2 kwarta to ostatnie oznaki walki w wykonaniu Azerów. Skończyła się ona remisem po 20 a oba zespołu trafiły tylko jedną trójkę. Początek drugiej połowy to powrót Neftchi, które pomimo obecności na parkiecie nie gra w koszykówkę i Trefla, któremu jedyne co pozostaje to to wykorzystać. Goście po najgorszej ofensywnie kwarcie(13 punktów) zagrali ostatnią część spotkania tylko na 3 oczka więcej. Sopocianie natomiast wrócili do trafiania z obwodu i zagrali drugi najlepszy ofensywnie fragment spotkania, w żadnym momencie nie dając rywalom tlenu.
Ciężko wyciągać wnioski po tak prostym spotkaniu, łatwo natomiast wyróżnić konkretnych zawodników. Mikołaj Witliński(18 punktów i 12 zbiórek, najwięcej w meczu) zaczyna sezon 25/26 od grania najlepszej koszykówki w swojej karierze i jeśli utrzyma przez cały rok taki, bądź nawet odrobinę niższy, poziom będzie najlepszym centrem w PLK. Cowels nawet jeśli potrzebuje dużo rzutów, to i tak jest lepiej niż rok temu w Dąbrowie(17 punktów, 4/11 za 3). Scruggs gra lepiej niż podczas poprzedniego pobytu w Sopocie, robi na boisku wszystko i brak tego triple-double boli ( 13 punktów, 9 zbiórek, 10 asyst)
Legia Warszawa – Promitheas Patras (64:68)

Problemy stołecznych w Europie
Błotnisty mecz, w którym żadna z drużyn nie przekroczyła 20 punktów w kwarcie, że też akurat takie spotkanie zagrali na Torwarze. Pierwsza kwarta zapowiadała walkę punkt za punkt przy rażącej nieskuteczności, legioniści na początku drugiej części spotkania zdobyli jednak 11 punktów z rzędu w 2 minuty. Upragnione przełamanie jednak nigdy nie nadeszło. Legia znów ofensywnie zwolniła, na to Grecy zaczęli trafiać zza łuku i na przerwę schodziliśmy z punktem przewagi gospodarzy. Punkt przewagi utrzymał się również po 3 kwarcie, tym razem jednak prowadzili goście, wykorzystując zastój w trafianiu z gry gospodarzy. 4 kwartę Legia zagrała gorzej niż 3 poprzednie, pozwoliła Patrasowi wyjść z poziomu błota i rzucić sobie 8 punktów z rzędu, a w takim meczu nie odrabia się tylu punktów w 6 minut.
Legia zaczyna ten sezon od czegoś co przypomina szukanie tożsamości. Grali ofensywne mecze np. w lidze ze Startem a na Greków postanowili wyjść defensywnie. Każdy mecz po superpucharze był lepszy od tego pojedynku z Treflem, wychodzi jednak, że to za mało na Europę. W PLK bilans 2-0, w BCL 0-2, pożegnać się na fazie grupowej i skupić na lidze? Z plusów dla kibiców Legii, Shane Hunter trzyma poziom zawsze oscylujący wobec double-double(13 punktów, 9 zbiórek), najpoważniejsze zagrożenie, Andrzej Pluta może i robi punkty, ale chyba zszedł już z niego Eurobasket.